PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO W POLSCE REKLAMA
Strona   ma   charakter   informacyjny   i   popularyzujący   wiedzę   z   zakresu   fizjoterapii.   Redakcja   Portalu   nie   bierze   odpowiedzialności   za   skutki   praktycznego wykorzystania   treści   zawartych   na   stronie.   Portal   Fizjopedia.pl   nie   bierze   odpowiedzialności   za   treść   reklam,   umieszczonych   na   stronach   portalu oraz za treści publikowane przez Czytelników na forach dyskusyjnych.   Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na stronach portalu są własnością intelektualną Fizjopedia.pl. Kopiowanie   i   wydruk   bez   podania   źródła   traktowane   będą   jako   działania   na   szkodę   portalu   Fizjopedia.pl   i   ścigane   wszelkimi,   przewidzianymi   prawem, środkami.    (c) Fizjopedia.pl, 2008-2017   
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Komentarze
O Portalu
Ostatnie felietony
Wyższa matematyka, czyli historie      z Trójkąta Bermudzkiego
Ostatnie rozmowy
6 października 2017  Wyższa Na ostrzu szpilki albo czy fizjoterapeuta może zajmować się igłoterapią?    Tomasz Borowski     Mamy     w     naszym     środowisku     nowy,     niezwykle     kłujący     temat,     jakim     jest     igłoterapia. Nieobznajomionym   “w   temacie”   wyjaśniam,   że   nie   chodzi   tu   o   akupunkturę,   ale   o   wkłuwanie   igieł w   wybrane   miejsca   naszego   ciała,   które   nie   za   wiele   mają   wspólnego   z   różnymi   przedziwnymi meridianami.   Igłoterapia,   zwana   również   igłowaniem   albo   nawet   suchym   igłowaniem   (co   pozwala nam   wnioskować,   że   autor   ostatniej   nazwy   był   wybitnym   intelektualistą   klasy   międzynarodowej) polega   na   wtykaniu   igieł   w   miejsca,   które   -   wedle   wykonującego   ten   zabieg   -   są   punktami spustowymi.   O   tym,   że   dany   punkt   jest   punktem   spustowym   świadczyć   ma   ból   w   tym   miejscu oraz      dane      płynące      z      założonych      specjalnych      soczewek      kontaktowych,      sprzężonych z     ultrasonografem.     Łatwo     więc     odróżnić     fizjoterapeucie     bolesność     punktu     spustowego od   bolesności   tkanki   patomorfologicznie   zmienionej   przez   nowotworowy   przerzut.   Wyprzedzamy w   tej   kwestii   o   lata   świetlne   lekarzy,   którzy   do   pewności,   co   dokładnie   znajduje   się   głęboko   pod skórą,      potrzebują      USG,      rezonansu      magnetycznego      albo      badań      histopatologicznych. My nie zaprzątamy sobie głowy takimi śmiesznymi rzeczami. Mówią   jedni,   że   fizjoterapeuta   nie   ma   prawa   do   naruszania   ciągłości   tkanek.   Trudno   przyznać   im stuprocentową   rację   -   wszakże   nigdzie   nam   tego   czynić   nie   zabroniono.   Nasza   ustawa   o   zawodzie fizjoterapeuty   milczy   w   tej   kwestii   całkowicie.   W   myśl   przepisów   ustawy,   fizjoterapeuta   udziela świadczeń    zdrowotnych,    które    obejmują    diagnostykę    funkcjonalną    pacjenta,    kwalifikowanie, planowanie   i   prowadzenie   fizykoterapii,   kinezyterapii   oraz   masażu.   Również   w   dalszych   przepisach o wkłuwaniu igieł ani słowa. Ale też i nie ma ani słowa o tym, że igieł wtykać nie wolno. Czy    w    takim    razie    fizjoterapeuta    może    zajmować    się    igłoterapią?    Prawdopodobnie    żadnemu z fizjoterapeutów zakazać igłowania nie można, bo nie ma do tego żadnej podstawy prawnej. Jest   jednak   jedno   “ale”.   To   “ale”   jest   jednak   tak   istotne,   że   gdy   się   nad   nim   zastanowić,   każdemu fizjoterapeucie,   któremu   połączenia   mózgowe   pracują   w   normalnym   trybie,   ochota   na   wkłuwanie igieł w ciało pacjenta przechodzi natychmiastowo i skutecznie. Wyobraźmy   sobie   taką   sytuację:   wkłuwamy   radośnie   pacjentowi   igiełki.   Mamy   wielkie   szczęście, że   nie   naruszamy   mu   naczyń,   nerwów,   a   upragnione   przez   nas   bolesności   w   ciele   pacjenta   to nasze   kochane   punkty   spustowe.   Załóżmy,   że   tak   będzie.   Wyobraźmy   też   sobie   dzień,   w   którym u   progu   naszego   gabinetu   pojawia   się   pacjent   z   poważną   miną   i   mówi   tak:   wie   pan   co?   Okazało się,   że   mam   wirusowe   zapalenie   wątroby   typu   C.   Lekarz   mi   powiedział,   że   może   to   być   z   kilku powodów   i   wyliczył   kilka.   Powiem   panu   tak:   nie   byłem   na   tatuażu,   nie   miałem   transfuzji,   nie   mam przygodnych     kontaktów     seksualnych,     byłem     jedynie     u     pana,     a     pan     wkłuwał     mi     igły. Lekarz potwierdził, że to może być od tego, co pan robił. To    prawdziwa    historia.    Usłyszałem    ją    kilka    tygodni    temu.    Dotyczy    jednak    nie    fizjoterapeuty, tylko   mojego   znajomego   dentysty.   Opowiedział   mi   on,   jak   przyszedł   do   niego   pacjent   i   oznajmił, że   ma   WZW   C.   Stwierdził,   że   jedyne   źródło   zakażenia,   jakie   mu   do   głowy   przychodzi   to   gabinet mojego znajomego dentysty. Co    zrobił    mój    znajomy    dentysta?    Nie    chcąc    się    wdawać    w    niepotrzebne    dyskusje    i    spory, czy   to   naprawdę   u   niego   doszło   do   zakażenia,   zamiast   pokazywać   wszystkie   żelazne   certyfikaty na    autoklawy,    niemal    bez    słowa    wyjął    z    szuflady    polisę    OC,    skserował    ją    na    urządzeniu wielofunkcyjnym i wręczył ją pacjentowi. Firma ubezpieczeniowa zajmie się wszystkim. Co   w   takiej   sytuacji   zrobić   może   fizjoterapeuta?   Większość   z   nas   ma   aktualną   polisę   OC.   Ile   warta będzie   nasza   polisa   w   takiej   sytuacji,   przekonamy   się   bardzo   szybko,   gdy   dostaniemy   informację z   firmy   ubezpieczeniowej,   że   roszczenie   pacjenta   nie   zostanie   przez   nich   uwzględnione,   bo   polisa obejmuje jedynie procedury fizjoterapeutyczne, a wkłuwanie igieł do nich nie należy. Pomyślcie,   ile   domagalibyście   się   zadośćuczynienia   finansowego   za   zarażenie   Was   wirusowym zapaleniem   wątroby   typu   C,   które   trwale   uszkodzi   Wam   ten   organ   i   które   w   sporym   procencie kończy   się   śmiercią   z   powodu   raka   wątroby   albo   jej   przeszczepem?   Trzysta   tysięcy   złotych? Nie   sądzę.   Pięćset   tysięcy?   Ja   domagałbym   się   miliona   złotych.   Zatrudniłbym   w   tym   celu   specjalną firmę,   która   wyegzekwuje   na   drodze   sądowej   moje   odszkodowanie.   Szczerze   mówiąc,   guzik   będzie nas   interesowało,   skąd   obwiniony   weźmie   te   pieniądze.   Czy   sprzeda   dom,   samochody,   zapożyczy się, czy odsprzeda Chińczykom nerkę. Dokładnie   tak   samo   zrobi   nasz   pacjent.   Dlaczegóż   miałby   tego   nie   zrobić?   Dlatego,   że   jesteśmy “fajni”?    
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
FIZJOPEDIA.PL PORTAL NIEALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
PIERWSZY GŁOS DZIENNIKARSTWA FIZJOTERAPEUTYCZNEGO
komentarze
o portalu
Punkty spustowe. Strefa wolnych felietonów
Tomasz Borowski Redaktor Naczelny portalu Fizjopedia.pl
6 października 2017 Na ostrzu szpilki albo czy fizjoterapeuta może zajmować się igłoterapią?    Tomasz Borowski     Mamy w naszym środowisku nowy, niezwykle kłujący temat, jakim jest igłoterapia. Nieobznajomionym “w temacie” wyjaśniam, że nie chodzi tu o akupunkturę, ale o wkłuwanie igieł w wybrane miejsca naszego ciała, które nie za wiele mają wspólnego z różnymi przedziwnymi meridianami. Igłoterapia, zwana również igłowaniem albo nawet suchym igłowaniem (co pozwala nam wnioskować, że autor ostatniej nazwy był wybitnym intelektualistą klasy międzynarodowej) polega na wtykaniu igieł w miejsca, które - wedle wykonującego ten zabieg - są punktami spustowymi. O tym, że dany punkt jest punktem spustowym świadczyć ma ból w tym miejscu oraz dane płynące z założonych specjalnych soczewek kontaktowych, sprzężonych z ultrasonografem. Łatwo więc odróżnić fizjoterapeucie bolesność punktu spustowego od bolesności tkanki patomorfologicznie zmienionej przez nowotworowy przerzut. Wyprzedzamy w tej kwestii o lata świetlne lekarzy, którzy do pewności, co dokładnie znajduje się głęboko pod skórą, potrzebują USG, rezonansu magnetycznego albo badań histopatologicznych. My nie zaprzątamy sobie głowy takimi śmiesznymi rzeczami. Mówią jedni, że fizjoterapeuta nie ma prawa do naruszania ciągłości tkanek. Trudno przyznać im stuprocentową rację - wszakże nigdzie nam tego czynić nie zabroniono. Nasza ustawa o zawodzie fizjoterapeuty milczy w tej kwestii całkowicie. W myśl przepisów ustawy, fizjoterapeuta udziela świadczeń zdrowotnych, które obejmują diagnostykę funkcjonalną pacjenta, kwalifikowanie, planowanie i prowadzenie fizykoterapii, kinezyterapii oraz masażu. Również w dalszych przepisach o wkłuwaniu igieł ani słowa. Ale też i nie ma ani słowa o tym, że igieł wtykać nie wolno. Czy w takim razie fizjoterapeuta może zajmować się igłoterapią? Prawdopodobnie żadnemu z fizjoterapeutów zakazać igłowania nie można, bo nie ma do tego żadnej podstawy prawnej. Jest jednak jedno “ale”. To “ale” jest jednak tak istotne, że gdy się nad nim zastanowić, każdemu fizjoterapeucie, któremu połączenia mózgowe pracują w normalnym trybie, ochota na wkłuwanie igieł w ciało pacjenta przechodzi natychmiastowo i skutecznie. Wyobraźmy sobie taką sytuację: wkłuwamy radośnie pacjentowi igiełki. Mamy wielkie szczęście, że nie naruszamy mu naczyń, nerwów, a upragnione przez nas bolesności w ciele pacjenta to nasze kochane punkty spustowe. Załóżmy, że tak będzie. Wyobraźmy też sobie dzień, w którym u progu naszego gabinetu pojawia się pacjent z poważną miną i mówi tak: wie pan co? Okazało się, że mam wirusowe zapalenie wątroby typu C. Lekarz mi powiedział, że może to być z kilku powodów i wyliczył kilka. Powiem panu tak: nie byłem na tatuażu, nie miałem transfuzji, nie mam przygodnych kontaktów seksualnych, byłem jedynie u pana, a pan wkłuwał mi igły. Lekarz potwierdził, że to może być od tego, co pan robił. To prawdziwa historia. Usłyszałem ją kilka tygodni temu. Dotyczy jednak nie fizjoterapeuty, tylko mojego znajomego dentysty. Opowiedział mi on, jak przyszedł do niego pacjent i oznajmił, że ma WZW C. Stwierdził, że jedyne źródło zakażenia, jakie mu do głowy przychodzi to gabinet mojego znajomego dentysty. Co zrobił mój znajomy dentysta? Nie chcąc się wdawać w niepotrzebne dyskusje i spory, czy to naprawdę u niego doszło do zakażenia, zamiast pokazywać wszystkie żelazne certyfikaty na autoklawy, niemal bez słowa wyjął z szuflady polisę OC, skserował ją na urządzeniu wielofunkcyjnym i wręczył ją pacjentowi. Firma ubezpieczeniowa zajmie się wszystkim. Co w takiej sytuacji zrobić może fizjoterapeuta? Większość z nas ma aktualną polisę OC. Ile warta będzie nasza polisa w takiej sytuacji, przekonamy się bardzo szybko, gdy dostaniemy informację z firmy ubezpieczeniowej, że roszczenie pacjenta nie zostanie przez nich uwzględnione, bo polisa obejmuje jedynie procedury fizjoterapeutyczne, a wkłuwanie igieł do nich nie należy. Pomyślcie, ile domagalibyście się zadośćuczynienia finansowego za zarażenie Was wirusowym zapaleniem wątroby typu C, które trwale uszkodzi Wam ten organ i które w sporym procencie kończy się śmiercią z powodu raka wątroby albo jej przeszczepem? Trzysta tysięcy złotych? Nie sądzę. Pięćset tysięcy? Ja domagałbym się miliona złotych. Zatrudniłbym w tym celu specjalną firmę, która wyegzekwuje na drodze sądowej moje odszkodowanie. Szczerze mówiąc, guzik będzie nas interesowało, skąd obwiniony weźmie te pieniądze. Czy sprzeda dom, samochody, zapożyczy się, czy odsprzeda Chińczykom nerkę. Dokładnie tak samo zrobi nasz pacjent. Dlaczegóż miałby tego nie zrobić? Dlatego, że jesteśmy “fajni”?