PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
fizjopedia.pl
jesteśmy razem
11
lat!
23 czerwca 2014sza A kysz! Tomasz Borowski W naszym ciele mamy dwanaście kanałów energetycznych, po których krąży energia, która ożywia wszystkie nasze komórki. W każdym z tych kanałów energia przepływa przez około dwie godziny. Co ciekawe, niezależnie od strefy czasowej, płynie ona w każdym z kanałów w ściśle określonych godzinach np. między 11:00 a 13:00 albo między godziną 19:00 a 21:00. Jeśli ta energia płynie nieprzerwanie, to cieszymy się zdrowiem, zarówno fizycznym, jak i tym psychicznym. Jeśli jednak w którymś z kanałów nasza ożywcza energia przepływa gorzej - albo nie daj Bóg - wcale, pojawia się choroba. Choroby mogą być różne, jak na przykład “Zespół Wilgotnego Żagla”, charakteryzujący się kaszlem, nieświeżym oddechem, luźnymi stolcami, potliwością stóp oraz bólami szyi i barku. Jedyna rada na taki stan rzeczy, to udrożnić zablokowany kanał energetyczny. Jeśli drogi Czytelniku zgadzasz się z tym, co powyżej napisałem, jak rozumiem, jesteś fanem tradycyjnej medycyny chińskiej, a może nawet i zajmujesz się tzw. akupunkturą. Innymi słowy: odrzucasz naukową, kliniczną patofizjologię i interpretujesz każdy stan chorobowy jako skutek zablokowań w kanałach energetycznych (np. w Potrójnym Ogrzewaczu). Rozumiesz, że z zaburzeń krążenia energii biorą się takie przykre dolegliwości jak cukrzyca, ospa, rak wątroby, osteoporoza, schizofrenia, udar mózgu, łuszczyca, bóle stawów, skolioza czy bolesne miesiączkowanie. Masz prawo wierzyć w podobne rzeczy. Podobnie, jak każdy ma prawo do wiary w krasnoludki, andrzejkowe wróżby czy program Nowej Prawicy. To, że nauka nie potwierdza ani istnienia meridianów, ani istnienia tajemniczej energii duchowej, ani nawet skuteczności akupunktury powyżej poziomu placebo, może być dla Ciebie bez znaczenia. Masz do tego prawo. Również do przekonania, że skolioza lub wady zgryzu wynikają nie z uwarunkowań biomechanicznych, ale biorą się z powodu nierównowagi energetycznej między yin a yang. Problem zaczyna się wtedy, gdy jesteś fizjoterapeutą, lekarzem albo reprezentujesz inną, poważną profesję medyczną i próbujesz wspomniane wcześniej rewelacje radośnie łączyć z praktykowaniem swojego zawodu. Jeśli zajmujesz się, dajmy na to, wspomnianą akupunkturą i gdy przychodzą do Ciebie pacjenci z bólami kręgosłupa, bo jesteś fizjoterapeutą, a Ty w ramach terapii wkuwasz im igły, to postępujesz - eufemistycznie rzecz nazywając - nieetycznie. Posługujesz się swoim tytułem naukowym, widniejącym na dyplomie, ale negujesz sens tego wszystkiego, czego się nauczyłeś! Nie dość, że oszukujesz sam siebie, to jeszcze - co gorsza - oszukujesz swoich pacjentów, którzy ufają, że przychodzą do specjalisty, a nie do miłośnika znachorstwa. Jeśli zaś nie wierzysz w te wszystkie objawione rzeczy o krążeniu energii i meridianach, to nie masz prawa nazywać wkuwania przez siebie igieł akupunkturą. Do tych wszystkich przemyśleń skłoniła mnie piątkowa wizyta pewnej przemiłej pacjentki z bólami kręgosłupa szyjnego (protruzja na dwóch poziomach i stan po operacyjnym wstawieniu endoprotezy krążka międzykręgowego). Pacjentka ta leczyła się wcześniej u dyplomowanego fizjoterapeuty. Zakryjmy zasłoną miłosierdzia, w którym mieście ów fizjoterapeuta praktykuje, by niepotrzebnie nikogo nie zrażać do naszych świetnych toruńskich kolegów po fachu. Otóż fizjoterapeuta ten jako skuteczne w takim wypadku formy terapii zaproponował pacjentce kinesiotaping i... leczenie pijawkami. Jak w balladzie Mickiewicza: “zrazu ogarnął mnie śmiech pusty, a potem litość i trwoga”. Pijawki! Myślałem, że się przesłyszałem, ale nie! Zrobiło mi się przeraźliwie smutno, że ktoś w tak głupi, prymitywny sposób wypacza powagę naszego zawodu. Debatujemy o projektach ustawy o naszym zawodzie, o równie pilnej potrzebie zmian w systemie kształcenia zawodowego polskich fizjoterapeutów. Tymczasem rośnie nam rzesza naszych kolegów, którzy oddają się radosnej fascynacji szamaństwem i próbują pożenić go z naukową fizjoterapią. Domyślać się można, że zwrócenie się w kierunku folkloru przedziwnych pseudoterapii wynika ze słabego przygotowania zawodowego, niewielkiego doświadczenia klinicznego i nieugruntowanej wiedzy (przecież żaden z doświadczonych, zdrowych na umyśle fizjoterapeutów nie zacznie się zajmować energoterapią czy pijawkami). Niestety, coraz bardziej beznadziejna edukacja, jaką oferuje większość nowo powstałych niepoważnych “szkółek” fizjoterapii, będzie sprzyjać temu trendowi. Pragniesz uszczęśliwiać ludzkość poprzez realizowanie się w przystawianiu pijawek, nakładaniu rąk, wkuwaniu igieł lub wykałaczek albo wtykaniu ludziom rury kanalizacyjnej do końcowej partii układu pokarmowego? Twoja sprawa i nikt - póki co - nie ma zamiaru Ci w tym przeszkadzać. Pewnie znajdą się też chętni na takie doznania. Tylko nie przedstawiaj się wtedy jako fizjoterapeuta. Bo w ten sposób wprowadzasz ludzi w błąd. Czyli stajesz się oszustem. Tomasz Borowski

© Fizjopedia.pl - Portal niezależnej publicystyki fizjoterapeutycznej, 2008-2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na tej stronie są prawnie chronioną własnością intelektualną.

Kopiowanie, wydruk lub inne rozpowszechnianie bez podania źródła, będzie traktowane jako działanie na szkodę portalu i ścigane wszelkimi,

przewidzianymi prawem, środkami.

O PORTALU

© Fizjopedia.pl - Portal niezależnej publicystyki

fizjoterapeutycznej, 2008-2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone

na stronach portalu są własnością intelektualną

portalu Fizjopedia.pl.

Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane

będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl

i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem,

środkami. Portal nie bierze odpowiedzialności

za treść zamieszczonych reklam.

Tomasz Borowski

Redaktor naczelny

PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
fizjopedia.pl
23 czerwca 2014 A kysz! Tomasz Borowski W naszym ciele mamy dwanaście kanałów energetycznych, po których krąży energia, która ożywia wszystkie nasze komórki. W każdym z tych kanałów energia przepływa przez około dwie godziny. Co ciekawe, niezależnie od strefy czasowej, płynie ona w każdym z kanałów w ściśle określonych godzinach np. między 11:00 a 13:00 albo między godziną 19:00 a 21:00. Jeśli ta energia płynie nieprzerwanie, to cieszymy się zdrowiem, zarówno fizycznym, jak i tym psychicznym. Jeśli jednak w którymś z kanałów nasza ożywcza energia przepływa gorzej - albo nie daj Bóg - wcale, pojawia się choroba. Choroby mogą być różne, jak na przykład “Zespół Wilgotnego Żagla”, charakteryzujący się kaszlem, nieświeżym oddechem, luźnymi stolcami, potliwością stóp oraz bólami szyi i barku. Jedyna rada na taki stan rzeczy, to udrożnić zablokowany kanał energetyczny. Jeśli drogi Czytelniku zgadzasz się z tym, co powyżej napisałem, jak rozumiem, jesteś fanem tradycyjnej medycyny chińskiej, a może nawet i zajmujesz się tzw. akupunkturą. Innymi słowy: odrzucasz naukową, kliniczną patofizjologię i interpretujesz każdy stan chorobowy jako skutek zablokowań w kanałach energetycznych (np. w Potrójnym Ogrzewaczu). Rozumiesz, że z zaburzeń krążenia energii biorą się takie przykre dolegliwości jak cukrzyca, ospa, rak wątroby, osteoporoza, schizofrenia, udar mózgu, łuszczyca, bóle stawów, skolioza czy bolesne miesiączkowanie. Masz prawo wierzyć w podobne rzeczy. Podobnie, jak każdy ma prawo do wiary w krasnoludki, andrzejkowe wróżby czy program Nowej Prawicy. To, że nauka nie potwierdza ani istnienia meridianów, ani istnienia tajemniczej energii duchowej, ani nawet skuteczności akupunktury powyżej poziomu placebo, może być dla Ciebie bez znaczenia. Masz do tego prawo. Również do przekonania, że skolioza lub wady zgryzu wynikają nie z uwarunkowań biomechanicznych, ale biorą się z powodu nierównowagi energetycznej między yin a yang. Problem zaczyna się wtedy, gdy jesteś fizjoterapeutą, lekarzem albo reprezentujesz inną, poważną profesję medyczną i próbujesz wspomniane wcześniej rewelacje radośnie łączyć z praktykowaniem swojego zawodu. Jeśli zajmujesz się, dajmy na to, wspomnianą akupunkturą i gdy przychodzą do Ciebie pacjenci z bólami kręgosłupa, bo jesteś fizjoterapeutą, a Ty w ramach terapii wkuwasz im igły, to postępujesz - eufemistycznie rzecz nazywając - nieetycznie. Posługujesz się swoim tytułem naukowym, widniejącym na dyplomie, ale negujesz sens tego wszystkiego, czego się nauczyłeś! Nie dość, że oszukujesz sam siebie, to jeszcze - co gorsza - oszukujesz swoich pacjentów, którzy ufają, że przychodzą do specjalisty, a nie do miłośnika znachorstwa. Jeśli zaś nie wierzysz w te wszystkie objawione rzeczy o krążeniu energii i meridianach, to nie masz prawa nazywać wkuwania przez siebie igieł akupunkturą. Do tych wszystkich przemyśleń skłoniła mnie piątkowa wizyta pewnej przemiłej pacjentki z bólami kręgosłupa szyjnego (protruzja na dwóch poziomach i stan po operacyjnym wstawieniu endoprotezy krążka międzykręgowego). Pacjentka ta leczyła się wcześniej u dyplomowanego fizjoterapeuty. Zakryjmy zasłoną miłosierdzia, w którym mieście ów fizjoterapeuta praktykuje, by niepotrzebnie nikogo nie zrażać do naszych świetnych toruńskich kolegów po fachu. Otóż fizjoterapeuta ten jako skuteczne w takim wypadku formy terapii zaproponował pacjentce kinesiotaping i... leczenie pijawkami. Jak w balladzie Mickiewicza: “zrazu ogarnął mnie śmiech pusty, a potem litość i trwoga”. Pijawki! Myślałem, że się przesłyszałem, ale nie! Zrobiło mi się przeraźliwie smutno, że ktoś w tak głupi, prymitywny sposób wypacza powagę naszego zawodu. Debatujemy o projektach ustawy o naszym zawodzie, o równie pilnej potrzebie zmian w systemie kształcenia zawodowego polskich fizjoterapeutów. Tymczasem rośnie nam rzesza naszych kolegów, którzy oddają się radosnej fascynacji szamaństwem i próbują pożenić go z naukową fizjoterapią. Domyślać się można, że zwrócenie się w kierunku folkloru przedziwnych pseudoterapii wynika ze słabego przygotowania zawodowego, niewielkiego doświadczenia klinicznego i nieugruntowanej wiedzy (przecież żaden z doświadczonych, zdrowych na umyśle fizjoterapeutów nie zacznie się zajmować energoterapią czy pijawkami). Niestety, coraz bardziej beznadziejna edukacja, jaką oferuje większość nowo powstałych niepoważnych “szkółek” fizjoterapii, będzie sprzyjać temu trendowi. Pragniesz uszczęśliwiać ludzkość poprzez realizowanie się w przystawianiu pijawek, nakładaniu rąk, wkuwaniu igieł lub wykałaczek albo wtykaniu ludziom rury kanalizacyjnej do końcowej partii układu pokarmowego? Twoja sprawa i nikt - póki co - nie ma zamiaru Ci w tym przeszkadzać. Pewnie znajdą się też chętni na takie doznania. Tylko nie przedstawiaj się wtedy jako fizjoterapeuta. Bo w ten sposób wprowadzasz ludzi w błąd. Czyli stajesz się oszustem.
O PORTALU