PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
fizjopedia.pl
jesteśmy razem
11
lat!
2 stycznia 2017 Wyższa Działo się, czyli historie wojenne Tomasz Borowski I Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów przeszedł do historii. Dla nas delegatów, były to dwa dni naprawdę ciężkich, eksploatujących umysł i ciało obrad. Emocje, zmęczenie i głód (dość powiedzieć, że cokolwiek, co nadawało się do jedzenia, miało wartość złota). Na Zjazd przyjechało ponad 95 procent delegatów. To wynik niebywały, zważywszy na to, że spotkaliśmy w okresie międzyświątecznym, w którym cześć delegatów była już na swoim, wcześniej zaplanowanym wypoczynku. Na obrady dotarli delegaci, nie zważywszy na odległości do pokonania, trudności ze znalezieniem noclegu, samopoczucie czy osobiste plany. To wielki dowód odpowiedzialności. Dwa dni i dwa różne oblicza Zjazdu. Gdy pierwszego dnia na bieżąco umieszczałem na naszym fejsbukowym profilu informacje o tym, co dzieje się na sali obrad, czułem się jak korespondent wojenny. Nie bez powodu. Obrady i nastroje przypominały jedną wielką wojnę. Toczyliśmy nieprzejednane bitwy o to, kto ma prowadzić obrady, jakie poprawki mają być przyjęte; kto ma rację a kto jej nie ma, nie miał i nigdy mieć nie będzie. Najczęściej używanym wyrażeniem (średnio co kilka minut) był zwrot “wniosek formalny”, odmieniany przez wszystkie przypadki rodzimej deklinacji. Drugiego dnia stało się coś zupełnie niezwykłego. Coś, co zauważyło wielu obecnych. Staliśmy się niemal wszyscy jedną grupą. Zniknęły wrogość, animozje, uprzedzenia i stowarzyszeniowe barwy wojenne. Integrowaliśmy się kolejkach do list obecności, po kawę, po miskę zupy, którą zafundowało nam Ministerstwo Zdrowia. Uśmiechaliśmy się do siebie, mijając się w kuluarach. Nawet zastanawialiśmy się, co byłoby, gdyby Zjazd potrwał kilka dni dłużej. Bylibyśmy najbardziej zgodną grupą zawodową pod słońcem. Świadczy to wszystko o jednym: niepotrzebnie poróżnia nas źle pojmowana polityka. Wybory prezesa Krajowej Rady Fizjoterapeutów, które miały przynieść najwięcej emocji, okazały się całkiem kulturalnym pojedynkiem dwójki dżentelmenów, którzy z gracją poradzili sobie z najbardziej nawet uszczypliwymi pytaniami ze strony delegatów. A uszczypliwości i szpilek było z obu stron, co niemiara. Przegrana z profesorem Maciejem Krawczykiem o stanowisko prezesa KRF nie jest dla nikogo porażką. Wynik głosowania potwierdził, że jest on zdecydowanie najbardziej popularną osobowością polskiej fizjoterapii. Trzeba z radością podkreślić, że sytuacji, które przyniosły naprawdę złe emocje było o wiele mniej, niż można by się było tego spodziewać i dotyczyły one przeważnie działań poza salą obrad. Nie znaczy to, że wszystko było piękne i uczciwe. O, nie! Były utarczki, knowania i ciosy celowane poniżej pasa. Tam, gdzie w grę wchodzi władza, zawsze budzą się demony. Na szczęście po obu stronach nie brakowało rozwagi. Mistrzami politycznych mediacji okazali się m.in.: dr Zbigniew Wroński, Tomasz Marek, prof. Zbigniew Śliwiński i prof. Maciej Krawczyk. Na pewno każdy z nas wracał ze Zjazdu z innymi wrażeniami i różnymi emocjami. Jedni z uczuciem satysfakcji, drudzy z poczuciem niedosytu, jeszcze inni - z przekonaniem o swojej porażce. Jedno jest jednak pewne - udowodniliśmy jako delegaci, że potrafimy rozmawiać, że potrafimy grać fair play. Dlatego I Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów był zwycięstwem wszystkich, którzy przybyli. Sam udział w tym historycznym wydarzeniu był dla nas wszystkim zaszczytem. Tomasz Borowski

© Fizjopedia.pl - Portal niezależnej publicystyki fizjoterapeutycznej, 2008-2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone na tej stronie są prawnie chronioną własnością intelektualną.

Kopiowanie, wydruk lub inne rozpowszechnianie bez podania źródła, będzie traktowane jako działanie na szkodę portalu i ścigane wszelkimi,

przewidzianymi prawem, środkami.

O PORTALU

© Fizjopedia.pl - Portal niezależnej publicystyki

fizjoterapeutycznej, 2008-2019

Wszelkie prawa zastrzeżone. Materiały umieszczone

na stronach portalu są własnością intelektualną

portalu Fizjopedia.pl.

Kopiowanie i wydruk bez podania źródła traktowane

będą jako działania na szkodę portalu Fizjopedia.pl

i ścigane wszelkimi, przewidzianymi prawem,

środkami. Portal nie bierze odpowiedzialności

za treść zamieszczonych reklam.

Tomasz Borowski

Redaktor naczelny

PORTAL NIEZALEŻNEJ PUBLICYSTYKI FIZJOTERAPEUTYCZNEJ
fizjopedia.pl
2 stycznia 2017 Działo się, czyli historie wojenne Tomasz Borowski I Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów przeszedł do historii. Dla nas delegatów, były to dwa dni naprawdę ciężkich, eksploatujących umysł i ciało obrad. Emocje, zmęczenie i głód (dość powiedzieć, że cokolwiek, co nadawało się do jedzenia, miało wartość złota). Na Zjazd przyjechało ponad 95 procent delegatów. To wynik niebywały, zważywszy na to, że spotkaliśmy w okresie międzyświątecznym, w którym cześć delegatów była już na swoim, wcześniej zaplanowanym wypoczynku. Na obrady dotarli delegaci, nie zważywszy na odległości do pokonania, trudności ze znalezieniem noclegu, samopoczucie czy osobiste plany. To wielki dowód odpowiedzialności. Dwa dni i dwa różne oblicza Zjazdu. Gdy pierwszego dnia na bieżąco umieszczałem na naszym fejsbukowym profilu informacje o tym, co dzieje się na sali obrad, czułem się jak korespondent wojenny. Nie bez powodu. Obrady i nastroje przypominały jedną wielką wojnę. Toczyliśmy nieprzejednane bitwy o to, kto ma prowadzić obrady, jakie poprawki mają być przyjęte; kto ma rację a kto jej nie ma, nie miał i nigdy mieć nie będzie. Najczęściej używanym wyrażeniem (średnio co kilka minut) był zwrot “wniosek formalny”, odmieniany przez wszystkie przypadki rodzimej deklinacji. Drugiego dnia stało się coś zupełnie niezwykłego. Coś, co zauważyło wielu obecnych. Staliśmy się niemal wszyscy jedną grupą. Zniknęły wrogość, animozje, uprzedzenia i stowarzyszeniowe barwy wojenne. Integrowaliśmy się kolejkach do list obecności, po kawę, po miskę zupy, którą zafundowało nam Ministerstwo Zdrowia. Uśmiechaliśmy się do siebie, mijając się w kuluarach. Nawet zastanawialiśmy się, co byłoby, gdyby Zjazd potrwał kilka dni dłużej. Bylibyśmy najbardziej zgodną grupą zawodową pod słońcem. Świadczy to wszystko o jednym: niepotrzebnie poróżnia nas źle pojmowana polityka. Wybory prezesa Krajowej Rady Fizjoterapeutów, które miały przynieść najwięcej emocji, okazały się całkiem kulturalnym pojedynkiem dwójki dżentelmenów, którzy z gracją poradzili sobie z najbardziej nawet uszczypliwymi pytaniami ze strony delegatów. A uszczypliwości i szpilek było z obu stron, co niemiara. Przegrana z profesorem Maciejem Krawczykiem o stanowisko prezesa KRF nie jest dla nikogo porażką. Wynik głosowania potwierdził, że jest on zdecydowanie najbardziej popularną osobowością polskiej fizjoterapii. Trzeba z radością podkreślić, że sytuacji, które przyniosły naprawdę złe emocje było o wiele mniej, niż można by się było tego spodziewać i dotyczyły one przeważnie działań poza salą obrad. Nie znaczy to, że wszystko było piękne i uczciwe. O, nie! Były utarczki, knowania i ciosy celowane poniżej pasa. Tam, gdzie w grę wchodzi władza, zawsze budzą się demony. Na szczęście po obu stronach nie brakowało rozwagi. Mistrzami politycznych mediacji okazali się m.in.: dr Zbigniew Wroński, Tomasz Marek, prof. Zbigniew Śliwiński i prof. Maciej Krawczyk. Na pewno każdy z nas wracał ze Zjazdu z innymi wrażeniami i różnymi emocjami. Jedni z uczuciem satysfakcji, drudzy z poczuciem niedosytu, jeszcze inni - z przekonaniem o swojej porażce. Jedno jest jednak pewne - udowodniliśmy jako delegaci, że potrafimy rozmawiać, że potrafimy grać fair play. Dlatego I Krajowy Zjazd Fizjoterapeutów był zwycięstwem wszystkich, którzy przybyli. Sam udział w tym historycznym wydarzeniu był dla nas wszystkim zaszczytem.
O PORTALU